Po napisaniu „Wszystko co robię jest nielegalne” miałem nadzieję, że wywoła ona burzę protestów; że ludzie powstaną i zawołają: To trzeba zmienić! Tak dalej być nie może…
Tak się nie stało. Społeczeństwa, budzą się, i owszem, przeważnie jednak gdy jest już za późno. W dekadę od publikacji książki widzę, że sytuacja się wcale nie poprawiła. Ludność jeszcze bardziej obawia się wolności i jeszcze bardziej pragnie, by rząd chronił ją przed każdym możliwym dyskomfortem i decydował o wszystkim .
Przykładowo, w USA Ustawa o Modernizacji Bezpieczeństwa Żywności; tomy i tony nowych przepisów, które uniemożliwiają drobnym rolnikom prowadzenie działalności. Niezależnie od wielkości, gospodarstwo, rolne, które zatrudnia pracownika, musi mu zapewnić w miejscu pracy toaletę stacjonarną. Nie ma znaczenia fakt, czy powierzchnia działalności ma obszar jednego, czy setek akrów1; że znajduje się w sąsiedztwie domu rolnika, każdy zatrudniony ma prawo do oddzielnej toalety. Musi ona stać obok domu gospodarza - rolnika. Nie można pozwolić, żeby pracownik skorzystał z toalety swego pracodawcy.
Dlaczego? Nie wiadomo! W przypadku gospodarstwa o znacznej powierzchni koszty wybudowania takiej łazienki rozkładają się na wiele akrów, gdy jednak gospodarstwo jest niewielkie taka przymusowa inwestycja może sprawić, iż rolnik…zbankrutuje. To, co dla dużej farmy jest co najwyżej niedogodnością, dla mniejszego producenta to katastrofa!
W miarę jak rząd coraz bardziej oddala się od obywatela, któremu ma rzekomo służyć, jedyną rzeczą, jaka się bujnie rozwija i rozrasta - prócz atmosfery nieufności, nieprawidłowości i niesprawności - jest bezduszna biurokracja.
Nieudolne rządy i społeczeństwa uciekają się do mnożenia przepisów, ponieważ nie potrafią rozwiązać problemów gospodarczych. Nie mogą sobie poradzić z przestępczością, fatalną edukacją czy poprawić służby zdrowia, więc tworzą reguły, regulacje, które nazywają prawem. Wtedy biurokraci czują się potrzebni, ważni i użyteczni. Wyglądają na takich, którzy dbają o potrzeby ludzi; dbałość o detal jest wyrazem ich troski! Czyż nie wylewa się w ten sposób dziecka z kąpielą? Czyż nie zabija się innowacji, przedsiębiorczości?
Inny przykład: podczas lockdownu w 2020 roku, rząd zamknął targowiska i targi rolne, lecz sklepy monopolowe i supermarkety działały bez ograniczeń. Uznanie niektórych z nas za "niezbędnych" a innych za "nieistotnych" sprawiło, że miliony Amerykanów poczuły się niepotrzebni, niechciani i zmarginalizowani. Połowa populacji została wykluczona, pozbawiona pracy i zlekceważona.
Dzieci nie mogły chodzić do szkoły. Bliskim i kochającym nie wolno było odwiedzać członków rodzin w szpitalach, czy ośrodkach opieki. Zabito miliony kurczaków i świń i wyrzucono na śmietniki, ponieważ zakłady przetwórcze nie mogły ich przerobić na żywność.
Przez lata od napisania tej książki z przerażeniem obserwowałem jak spiski i intrygi stają się regułą wymuszaną przez agendy Światowego Forum Gospodarczego. Pomysł, że będziemy śledzić i inwigilować: każdy metr kwadratowy ziemi, każdego pomidora, każdą krowę, czy nawet kurę jest porażający. Globalny nadzór ma obejmować na nasze domy, boiska, parki, szkoły, stoły, a nawet garnki. Nic nie jest prywatne; nic nie jest święte; nic nie jest wolne.
A mimo to ludzie wymyślają sposoby jak go obejść. Więc jednak można!
Jasnym światłem w moim życiu stało się zorganizowanie w Stanach Zjednoczonych konferencji RFC, od Rogue Food Conference2 (RFC). Mój przyjaciel John Moody i ja zwołaliśmy pierwszy taki zjazd wiosną 2020 roku, tuż przed pojawieniem się COVIDA. Od tego czasu odbywają się dwie konferencje rocznie, a ich dynamika narasta.
Nasz slogan brzmi "Lepiej je obejść niż dać się im podporządkować” – nakaz ten odnosi się do regulacji. Obejść za wszelką cenę, nie dać się zmusić do ich przestrzegania.
Pomysł tej inicjatywy opiera się na spostrzeżeniu, że istnieje wiele różnego rodzaju transakcji, operacji, transferów czy przejęć, które nie mieszczą się w definicji terminu "sprzedaż". Na tym opiera się racja istnienia prywatnego stowarzyszenia członkowskiego, które we współczesnych Stanach Zjednoczonych jest alternatywą dla tradycyjnych zakupów. Największą tego typu inicjatywą jest Kościół Żywności (Food Church) w Karolinie Północnej. Wiele stanów zezwala rolnikom na sprzedaż karmy dla zwierząt z etykietą "nie do spożycia przez ludzi". Czujecie to? Na Florydzie smakosze mówią: "Dobrze wiemy, że jeśli chcesz coś naprawdę smacznego dobrego, sięgnij po karmę dla zwierząt domowych".
Inną opcją stały się kursy online z posiłkiem, który jest częścią bezpłatnych materiałów szkoleniowych. W kursie rzeźnictwa za 300 USD, częścią programu nauczania jest darmowe paczka mięsa. Sprzedajesz informacje, rozdając żywność. Materiały szkoleniowe są dostarczane pod same drzwi.
Inny z kolegów umówił się ze swoimi kontrahentami, że im sprzeda żywe zwierzę; wnętrzności zatrzyma dla siebie, oni zaś dostaną samo mięso. W wyniku umowy zabiera sobie wnętrzności i oddaje mięso temu, kto kupił to zwierzę. Nazywa się to „zwierzę na żywo”! Jest to przemyślne, legalne obchodzenia regulacji. Tyrania wzrasta, więc obejście prawa staje się nakazem.
Przedsiębiorcy przez niezliczone ilości godzin i pieniędzy, uczą się jak przestrzegać licencji i absurdalnych przepisów. Gdyby ten wysiłek został zainwestowany w ich obchodzenie, mielibyśmy więcej przedsiębiorczych opcji i smacznej, taniej żywności.
Pytanie, jakie sobie w tym kontekście zadaję brzmi: kto jest moim właścicielem? Kto jest właścicielem mojej osoby?
Jeśli rząd decyduje o mojej żywności, a równocześnie ja nie mam swobody jej wyboru, to mamy do czynienia z tyranią i niewolnictwem.
Gdy globalna/rządowa pętla zaciska nam się na szyi, ludzie pytają jak się od tego odłączyć. Kiedy nasz system żywnościowy przechwytywany przez agendę Światowego Forum Gospodarczego i indywiduów jak Bill Gates, który deklaruje pragnienie eksterminacji dwóch trzecich ludzkości, wiemy już, że sprawy nie idą w dobrym kierunku.
Dlatego czujemy w obowiązku nalegać na stworzenia równoległego wszechświata, w którym będziemy mieć prawo wybierać to co chcemy jeść.
Jako osoby dorosłe i wolne mamy prawo zrezygnować z takiego systemu. I wyjść z obciążonego konserwantami i chemikaliami nikczemne agencje kompleksu rolniczo-przemysłowego.
I domagać się od rządu i jego nadzoru, rozwiązania opartego na wolności wyboru. Na wolności3!
Joel Salatin,
Swoope, Virginia
Maj 2024
1 Akr, to ok. 4050 m. kw.
2 Można to przełożyć na: Konferencja Niekontrolowanej Żywności, albo na Konferencję Niegrzecznej Żywności.
3 Wszak nawet w czasach opresyjnego i ubogiego PRL przychodziły do naszych biur, mieszkań czy nawet szkół wiejskie babki i Cyganki z cielęciną, baraniną, mlekiem prosto od krowy, czy swojską kiełbasą, które nie tylko dodawały kolorytu kulinarnego naszych domostwom, będąc przede wszystkim powiewem wolności od wielogodzinnych kolejek, chamstwa ekspedientek i wszechobecnego, upokarzającego ubóstwa.
Patroni wydarzenia: