Proklamacja żywnościowa

28 grudnia 2025
a couple of chickens standing next to each other

Autor: Joel Salatin

13 września 2025

Przemówienie Joela Salatina wygłoszone podczas konferencji Brownstone, która odbyła się na terenie rodzinnej farmy Salatinów, Polyface Farms w Wirginii. Jest ono wezwaniem do walki o wolność żywnościową i przedstawia plan prawdziwych zmian.

(…) Nazwałem to „Proklamacją emancypacji żywnościowej”.

Kluczowym terminem naszych czasów jest „uwolnienie się”. Iluż to ludzi spotykamy, którzy mówią: „Chcemy się uwolnić od państwowego szkolnictwa. Nie chcemy się czuć zależnymi od takiego systemu edukacji. W związku z tym przeżywamy falą edukacji domowej. Nie chcemy być zależni od systemu opieki zdrowotnej. Tak narasta fala znachorów, z których wielu zabiera głos nawet na naszej konferencji. W dzisiejszych czasach wszyscy chcemy mieć swego znachora. Wszyscy martwimy się o finanse. Gdzie trafiają nasze pieniądze? W związku z tym prywatyzuje się plany emerytalne, zdobywamy wiedzę. Synonimem inwestowania są takiej słowa, jak uprawiać, naprawiać, budować. Jeśli wiesz, jak uprawiać, budować i naprawiać lub mieszkasz obok ludzi, którzy to robią, to jest to lepsza szkoła inwestowania niż jakikolwiek plan emerytalny. To też jest uwolnienie się. Rozrywka. Zabawa. Wiele osób rezygnuje teraz z rozrywki i inwestuje swoje pieniądze w informacje. Wolą przyjechać do Polyface na weekend niż pływać po Karaibach, bo czas spędzony tutaj jest dla nich wartościowszy.

Żywność. Jedzenie, które produkujemy każdego dnia nabiera rozpędu i - dzięki wysiłkom RFK Jr. i MAHA - uświadamia nam się jak nieautentyczne i nie do przyjęcia jest nasze zaopatrzenie w żywność. Ilu z nas pięć miesięcy temu wiedziało, że 15 miliardów dolarów z programu SNAP1 trafia corocznie do Coca-Coli? Ja tego nie wiedziałem. Większość z nas nie wiedziała, ale teraz jest to temat ogólnokrajowej dyskusji. Widzimy więc pragnienie oddzielenia się od systemu na wielu poziomach.

Skupię się tu na żywności, bo o niej wiem najwięcej

30 lat temu, gros odwiedzających naszą farmę to byli lewicowi ekolodzy, miłośnicy natury, liberałowie, dziwacy. Dzisiaj 80% naszych gości to konserwatyści, ludzie wierzący, prawicowi, ludzie miłujący wolność. Ich plany i marzenia się zmieniają, z pragnienia: „O, rządzie, rozwiąż wszystkie moje problemy” na: „Chcę samodzielności i odpowiedzialności”. Na tym polega dzisiaj aktywność gospodarstw domowych w zakresie żywności.

Nie ufamy Procter and Gamble; nie ufamy Nestle; nie ufamy Hersheyowi

Kiedy zamknięto firmy tytoniowe, cała wiedza laboratoryjna i naukowa tego sektora została przejęta przez duże firmy spożywcze. Odtąd, nad naszym jedzeniem pracują eksperci od tytoniu i dlatego mamy teraz, ile tego jest, 70000 dodatków do żywności, których nazw nie da się wymówić. Unia Europejska ma ich tylko 400, więc cała ta sprawa z ultraprzetworzoną żywnością spadła na nas.

Chcę zatem wiedzieć, co znajduje się w spiżarni. Chcę wiedzieć, co trafia na stół moich dzieci. Pomyślmy więc o dzieciach z gospodarstw rolnych. Wiemy, że budujemy układ odpornościowy, jedząc ziemię, bawiąc się w ziemi, brudząc nią sobie paznokcie. Finlandia, światowy lider w badań naukowych w dziedzinie odporności dzieci z gospodarstw rolnych, głosi, że dzieci, które jedzą trochę kupy, gdy są maluchami, mają znacznie silniejszy układ odpornościowy niż ich kuzyni z miasta, którzy żyją w sterylnym środowisku. Jeśli więc ktoś szuka pomysłu na biznes wart milion dolarów, może to zabrzmieć zabawnie, ale mówię całkowicie poważnie. Potrzebujemy pojemników wypełnionych kompostem i ziemią z gospodarstw rolnych, aby ludzie z miast mogli dzięki nim wzmocnić swój układ odpornościowy oraz poczucie własnej wartości.

Mamy problem z samobójstwami nastolatków

To poważny problem. Jak rozwinąć w dziecku poczucie własnej wartości? Nie jestem psychologiem, ale wiem swoje; wiem jak należy w dziecku z farmy rozwinąć poczucie własnej wartości. Dzieje się to, gdy „wykonuje ono z powodzeniem znaczące zadania”, każde słowo jest tu ważne. Nie zyskuje się poczucia własnej wartości, będąc najlepszym graczem w Angry Birds2. Zyskuje się ją, wiedząc, jak wypatroszyć kurczaka; jak zapuszkować fasolkę szparagową, uprawiać kukurydzę, pomidory, zbierać kurze jaja i tym podobne rzeczy.

Poczucie własnej wartości wynika z życia na farmie, gdzie dzieci mogą wykonywać prace domowe i rozwijać harmonię swego miejsca pracy. Siadacie razem i zastanawiacie się, jak wbić ten słupek? Jak naprawić ogrodzenie? Jak przyprowadzić krowy, gdy się rozbiegną? Tego typu sprawy. Nie ma lepszego miejsca dla rozwoju dziecka niż gospodarstwo rolne. Rodzice dostrzegają to, i widząc dysfunkcję wśród młodych ludzi z miasta, coraz chętniej traktują gospodarstwa rolne jako sposób na rozwój rodziny. Rodzice coraz częściej, w obawie o degenerację sektora miejskiego, uciekają z miast na wieś.

Strach sprawia, że uciekamy. Wiara sprawia, że się zatrzymujemy

Nie można uciekać w nieskończoność. Strach może być czymś dobrym, jeśli ściga cię lew, wtedy strach jest dobry. Musisz wtedy uciekać; nie możesz jednak uciekać w nieskończoność. Musisz się gdzieś zatrzymać. I właśnie ludzie zatrzymują się na gospodarstwach. Jak więc uwolnić się od przemysłowego kompleksu rolno-spożywczego? Uprawiać samemu lub kupować poza systemem.

Idąc tą drogą zdamy sobie szybko sprawę, że możliwość zmiany sposobu produkcji żywności jest mocno regulowana. Mamy więc bardzo mały wybór. Jeśli ktoś z was chciałby do mnie podejść i powiedzieć: „Hej, Joel, ten kurczak wczoraj był naprawdę świetny. Czy mógłbyś mi sprzedać choć jedną z tych grillowanych połówek kurczaka?”. Nie mogę ci jej legalnie sprzedać, ponieważ jest to produkt gotowany i może pochodzić wyłącznie z kontrolowanej, zalegalizowanej przez rząd kuchni. Gdybyś mi zaproponował: „Joel, chcę kupić puszkę twojej domowej zupy pomidorowej”, nie mógłbym ci jej sprzedać. Obecny system pozwala na dostępność na rynku wyłącznie produktów pochodzących z przemysłu.

Jeśli kiedykolwiek słyszysz komunikat o wycofanie ze sprzedaży jakiegoś produktu spożywczego, zwłaszcza gdy podają w mediach markę jego producenta, okazuje się, że wycofywane są produkty „tylko” 25 firm, 25 marek – jedna podobna do drugiej, z tej samej grupy. Ludzie wchodzą do Walmartu i mówią: „Jak to nie mamy wyboru żywności?”. Spójrzcie tylko na te liczne szyldy, marki, na te kolorowe etykiety! Cóż, wszystkie są przemysłowe. Więc tego właśnie chcemy? Tego właśnie pragnie obecne społeczeństwo i kultura? Otóż nie! Kupujący chcą niedrogiej, nieprzetworzonej, swojskiej żywności. Ale w supermarkecie nie można jej dostać.

Starsi rolnicy chcieliby już iść na emeryturę, wycofać się z gospodarstwa. To jest dla nich poważny problem. O sukcesji gospodarstwa rolnego słyszymy na każdym kroku. Młodzi nie chcą tych gospodarstw przejmować. Jeśli nawet chcą gospodarstwo przejąć szukają innego sposobu, by wejść na rynek żywności.

W ciągu ostatnich 80 lat udział rolników w przychodach ze sprzedaży detalicznej spadł z 50% do 8%. Oznacza to, że właściwie wprowadziliśmy nową politykę rolną. Gdyby rolnicy pracowali prawie za darmo, czy nawet nie otrzymywali żadnego wynagrodzenia, cena żywności nie zmieniłaby się wiele. Rolnictwo tradycyjne to tylko 8% ; 92% pieniędzy wydawanych na jedzenie trafia do pośredników zajmujących się przetwórstwem, marketingiem i dystrybucją. Znaczna część tej zmiany wynika z potrzeby wygody zakupów.

Błąd

Kiedy 30 lat temu zacząłem udzielać wywiadów mediom i zyskaliśmy pewną popularność, pytałem ludzi: jak według Ciebie będzie wyglądał system żywnościowy przyszłości? Michelle Obama miała w Białym Domu ogródek, znała producentów swojego jedzenia. Wszyscy byliśmy tym zachwyceni. Myśleliśmy, że za kilka lat wszyscy będziemy gotować w swoich kuchniach. Będziemy przygotowywać nasze posiłki, kupować pełnowartościowe produkty, kabaczki i pomidory, a także wekować je czy konserwować i praktykować domową sztukę kulinarną. I to był mój największy błąd: nie zauważyłem przeszkód. Tego, że zamiast sielankowego obrazu otrzymamy mikrofalowe ciasto i chleb, czy inną ultraprzetworzoną żywność. Wygląda na to, że wygoda Lunchables3 pozostanie z nami na stałe. Dopiero kilka miesięcy odczułem olśnienie: uświadomienie sobie bowiem, że muszę wreszcie przestać nawijać o domowej sztuce kulinarnej. To już jest przeszłość. Ok. 75% całej żywności spożywanej przez Amerykanów to żywność gotowa. W praktyce, 1/3 z tego jest spożywana w samochodach. Jesteśmy tak bardzo oddaleni od naszego ekologicznego łona. A kiedy zaczynasz tracić kontakt z wiedzą pokoleń i tradycji stajesz się paranoikiem. Nie chodzi tylko o to, że nie umiesz gotować od podstaw, ale o to, że boisz się gotować od podstaw.

Wygoda zostanie z nami na stałe, i co gorsza, jest ona kontrolowana przez przemysłowy system żywnościowy, przez system wytwórców ultraprzetworzonej żywności. To są dania, których nie można przygotować w kuchni, a jedynie można je zrobić tylko w laboratorium. Czy jest jakiś powód, żeby nasza żywność gotowa zawierała glutaminian sodu, czerwony barwnik nr 29 lub którykolwiek inny z 70 000 preparatów dodawanych do żywności w celu jej stabilizacji i nadania smaku mdłej, żywności fabrycznej?

Rolnicy potrzebują więc dostępu do pieniędzy z handlu detalicznego. Rolnicy desperacko potrzebują zwiększyć nasz 8-procentowy udział do wyższego poziomu i wkroczyć w obszar zysków pośredników, czyli stworzyć dla siebie realny sposób zarabiania na życie jako rolnik. Jednakże przetwórstwo zwiększające tę wartość jest regulowane przez przepisy dotyczące skali produkcji. Dużym przedsiębiorstwom znacznie łatwiej jest przestrzegać przepisów rządowych niż małym. Moja żona, Teresa, i ja jesteśmy współwłaścicielami małej rzeźni podlegającej kontroli federalnej w Harrisonburgu. To, co Tyson Foods robi za sto dolarów, nas kosztuje 500 dolarów. A potem ludzie mówią: „Cóż, jesteście elitarni, wasze ceny są wygórowane”. To nieprawda! Dzieje się tak dlatego, że mamy dokładnie takie same bramy, plany, łazienki, czy biura dla inspektorów rządowych sprawdzających każde ze stu naszych zwierząt tygodniowo, jakie ma korporacja Tyson Foods, w której inspektorzy sprawdzają 5000 sztuk dziennie. To „identyczne” podejście jest z natury swej niesprawiedliwe, nieuczciwe i niepotrzebne. W ten sposób podnosi się tylko koszt naszego wejścia na rynek.

Aby móc zaoferować ci potrawkę z kurczaka, i móc zapytać, jak ci smakowała wczorajsze danie, nie wystarczy twoje: Tak! Tak! Chętnie skorzystam! Aby móc zaoferować ci potrawkę z kurczaka, muszę mieć kontrolowaną kuchnię, plan bhp, system HHACP4, analizy, zagrożenia, plany krytyczne, punkty kontroli itp. Ta kontrola nie ma jakichś szablonów; jeśli pobierzesz ze strony internetowej formatkę służby kontrolnej, automatycznie zostanie ona odrzucona. Muszę mieć licencjonowaną łazienkę, a nie toaletę kompostową, i nie ma znaczenia, że nasza kuchnia znajduje się sto metrów od dwóch łazienek w naszym domu i dwóch w domu mamy. Ta akurat musi się znajdować na miejscu, z licencjonowanym polem filtracyjnym dla łazienki i certyfikowanym łańcuchem chłodniczym z termometrem 24/7 i odczytem mikroczipa komputerowego.

To wszystko po to, aby dostarczyć ci potrawkę z kurczaka. Kiedy więc zaczęliśmy to robić, zapytaliśmy, czy możemy robić potrawki z kurczaka, ponieważ nasi klienci uwielbiają potrawki z kurczaka Polyface, podgrzewają je i jedzą, pakują do kartonowych pudełek, zamrażają, bez glutaminianu sodu, bez szczepionek, bez antybiotyków, bez GMO. Są po prostu przepyszne. Tak się składa, że sam uwielbiam potrawkę z kurczaka. Kiedy więc pojawił się inspektor i poinformował mnie o wszystkich wymaganiach, które muszę spełnić, powiedziałem: „Chwileczkę, chwileczkę. Byłem właśnie w Charlottesville i widziałem food trucka5 sprzedającego potrawkę z kurczaka. Nie ma on licencjonowanego pola drenażowego, wszystkich tych rzeczy”. Odpowiedział mi: „Niestety, masz rację”. To jedna z luk prawnych, którą właśnie staramy się wyeliminować. Jeśli więc zobaczycie łazienki podłączone z tyłu food trucków, będziecie wiedzieć, skąd się one wzięły.

Chwileczkę! – zawołałem - czy zatem twierdzisz, że można stacjonarną kuchnię umieścić na podwoziu?”. Odpowiedział: „Oczywiście!” Jest jednak problem. Food truck może sprzedawać tylko z food trucka. Produktów nie można wysyłać. Nie można ich zabrać poza teren gospodarstwa i sprzedać. A więc znowu jesteś ograniczony, tyle że do okienka food trucka.

Mają cię na celowniku!

Mimo to w ciągu ostatnich kilku lat pojawiło się mnóstwo rozwiązań alternatywnych stosowanych przez rolników. Wiele z tych rozwiązań rolnikom dobrze służy. Jednym z nich jest prywatne stowarzyszenie członkowskie, PMA. Wielu z was jest z nim zaznajomionych. Zostało założone w 1965 roku po uchwaleniu ustawy o prawach obywatelskich z 1964 roku, kiedy to kluby country dla białych w Georgii nie chciały, aby czarnoskórzy członkowie uczęszczali do ich klubów. Próbowali znaleźć sposób na obejście ustawy o prawach obywatelskich i stwierdzono, że po prostu utworzy się prywatne, niepubliczne stowarzyszenie; tak powstało PMA. Niektórzy sprytni ludzie powiedzieli: „Zróbmy to samo w odniesieniu do przepisów dotyczących żywności i stwórzmy niepubliczną strukturę transakcji”. I robią.

Obecnie niektóre z nich odniosły sukces, inne nie zostały jeszcze odkryte, a o innych można przeczytać. Na przykład, o Amosie Millerze z Pensylwanii. W Dayton wydano nakaz zaprzestania działalności. Jest też jeden zakaz w Wirginii - w przyszły poniedziałek, 22 września, idziemy do sądu w Wirginii w sprawie jednego z nich. Zasadniczo, ktoś, kto tworzy prywatne stowarzyszenie członkowskie w Ameryce, maluje sobie na plecach dużą tarczę; pokazuje bowiem środkowy palec wielkim agencjom rządowym, a one tego nie lubią. Naprawdę tego nie lubią. Dlatego prywatne stowarzyszenia członkowskie są drażliwym problemem.

Kolejną kwestią, tym razem w branży mleczarskiej, jest udział w hodowlanym stadzie. Wielu z was zna pojęcie udziału w stadzie. Sprzedaż surowego mleka w Wirginii jest nielegalna, ale możemy mieć udział w stadzie w gospodarstwie mlecznym położonym niedaleko; tego samego, z którego pochodzi czekoladowe mleko dostępne w sklepach. Jeśli nie próbowaliście jeszcze czekoladowego mleka, musicie je spróbować, ponieważ jest naprawdę dobre, poprzez udział w stadzie. Rozumiecie? W przyszłym miesiącu jadę do Karoliny Północnej na wiec, gdzie próbują zakazać udziału w stadzie w Karolinie Północnej. Nawiasem mówiąc, jest to inicjatywa republikanów, którzy są powiązani z wielkim biznesem.

Problem z udziałem w stadzie polega na tym, że jest on nieporęczny. Kiedy cię nie ma w domu, nadal otrzymujesz galon6 mleka tygodniowo. Bez ciebie rodzina nie wypije galona mleka tygodniowo. I odwrotnie, jeśli mamy gości, nie możemy dostać dodatkowego galona, aby także ich nakarmić. Jest to więc bardzo, bardzo niewygodne.

Kolejną kwestią jest karma dla zwierząt. Floryda przoduje obecnie wśród stanów pod względem najbardziej liberalnych przepisów dotyczących karmy dla zwierząt. Zasadniczo w stanie Floryda, prawie wszystko można zarejestrować jako karmę dla zwierząt. Wystarczy opłata licencyjna w wysokości 25 dolarów i można to wszystko sprzedawać to jako „karmę dla zwierząt”, czyli „nie nadającą się do spożycia przez ludzi”. Obecnie pracujemy energicznie nad jednym modelem obejścia prawa dla każdego, żeby załatwić tę sprawę i zapomnieć o niej. Kiedy bowiem tych obejść jest 10, 30, 40 i 50, to już nie jest to akceptowalne. Próbujemy więc zamknąć tę lukę i myślę, że nam się to uda.

Innym przykładem jest Internet, gdzie można sprzedawać kursy, np. z rzeźnictwa lub serowarstwa, i rozdawać do nich materiały szkoleniowe. Są więc ludzie, którzy sprzedają kursy rzeźnictwa, a w cenie za internetowy kurs rzeźnictwa wliczone jest darmowe mięso wartości 200 dolarów. No cóż, przetwarzam mięcho i rozdaję je kursantom. Można legalnie rozdawać te produkty. Jednakże takie mięso nie może wejść do obrotu handlowego; pomimo iż kupujący pragną zrezygnować z Walmartu, a rolnicy chcą zaangażować się w sprzedaż detaliczną dla swojej społeczności. Są to rozwiązania, w które inwestują dobrzy prawnicy, bystrzy ludzie próbujący obejść tę przeszkodę, by zapewnić Państwu potrawkę z kurczaka.

MAHA nadal po staremu

Martwi mnie to, że obecny program MAHA7 nie zajmuje się żadną z tych kwestii. Istniejący program MAHA polega bowiem na tym, że przenosi pieniądze z dotacji towarowych do rolników, którzy próbują przejść na uprawy ekologiczne. Wezmą pieniądze z jednej puli i wrzucą do innej. Takie rzeczy robią perfekcyjnie. Żadnej zmiany na lepsze.

Kolejną ważną kwestią jest zakazanie stosowania Topsinu. A także upraw przemysłowych z użyciem glifosatu. Chcemy takich zakazów. Kolejną kwestią jest przeniesienie funduszy SNAP z Coca-Coli do Whole Foods. Teraz korzystają na nich tylko ludzie kupujący produkty z Whole Foods. Jestem przyjacielem MAHA, martwi mnie jednak, że zmierza w takim kierunku. Mamy pewną szansę, nie wolno jej zmarnować. Tym bardziej, że nie ma jednego, uniwersalnego, precyzyjnie ukierunkowanego celu, który miałby wiele wątków rozwiązujących wiele problemów.

Oni wszyscy nadal są zasadniczo zorientowani na rząd. Nadal proszą o zbawienie poprzez ustawodawstwo. Zasadniczo albo handlujemy, albo zakazujemy czegoś. To jest program działania. Jak do tego doszło? Jak doszliśmy do tego punktu? Doszliśmy do niego w 1906 roku, kiedy Upton Sinclair napisał książkę „Dżungla” i ujawnił okrucieństwa panujące w rzeźniach Chicago, a konkretnie w siedmiu dużych zakładach mięsnych. Było ich wtedy siedem i kontrolowały 50% dostaw mięsa w Ameryce. W ciągu sześciu miesięcy od opublikowania książki Sinclaira, te siedem dużych korporacji, Swift Armor, straciło 50% sprzedaży.

Rynek zagłosował

Nigdy o czymś takim nie słyszałem. To znaczy, ludzie, gdy otrzymają informacje, zaczynają myśleć. To brak informacji sprawia, że jesteśmy głupi. Jeśli ludzie otrzymują informacje, dokonują racjonalnych wyborów i tak właśnie zrobili wtedy. Te siedem wielkich korporacji poszło do biurokratów i prezydenta Teddy Roosevelta „Rki” i powiedziało: „Proszę, uratuj nas. Idziemy na dno i stajemy się socjalistami”. Firma powiedziała: potrzebujemy rządowego znaku jakości, aby zyskać wiarygodność w oczach opinii publicznej. On odpowiedział: „OK, damy waszej żywności rządowy znak jakości. I tak w 1908 roku powstała Służba Inspekcji Bezpieczeństwa Żywności (FSIS). Wcześniej każdy mógł prowadzić interesy bez udziału biurokratów, sąsiad z sąsiadem, handel żywnością był powszechny w całym kraju.

Nie trzeba było prosić rządu o pozwolenie, aby móc kupić szklankę surowego mleka od sąsiada. FSIS jednak zmieniło to wszystko. Nagle między naszą zdolnością zawierania umów a konsumentami żywności pojawiła się biurokracja. 200 lat temu rzeźnik, piekarz i producent świec byli częścią wsi. Mieszkali nad swoimi sklepami. Chodzili do kościoła w swojej społeczności. Ich dzieci bawiły się razem. Wszyscy wiedzieli, kto jest dobry, a kto nie. Ten facet jest lepszym producentem sera. Tamten nie jest dobrym producentem sera. Wszystko było weryfikowane dzięki przejrzystości wynikającej z osądu społeczności wsi.

Wraz z industrializacją wiejski rzeźnik, piekarz i producent świeczników przenieśli się do ogromnych zakładów otoczonych drutem kolczastym i wieżami strażniczymi, a przemysłowy system żywnościowy i paranoiczni konsumenci, którzy nie mieli do niego dostępu, zaczęli bać się tego, czego nie mogli zobaczyć za ogrodzeniem. I do kogo zwrócili się o ratunek? Do rządu. Ralph Nader w ich imieniu pisze apele: „Proszę, chrońcie nas”. Potrzebujemy większego tyrana niż korporacje. Potrzebujemy kogoś, kto zajrzy za ten płot i zaopiekuje się nami.

Tak więc to, co zaczęło się jako szczera motywacja i pragnienie zostało skarykaturyzowane. Ludzie nie zdawali sobie sprawy, że zamiast zajrzeć za płot, biurokraci zamierzali pójść do łóżka z przemysłem i stworzyć agencję przejmującą kontrolę oraz obrotowe drzwi regulacyjne dla przemysłu.

Uberyzacja

Dzisiejszy system kontroli przemysłowej jest przestarzały. Potrzebujemy uberyzacji systemu żywnościowego. 50 lat temu, gdyby ktoś w Kalkucie podszedł do ciebie i powiedział: „Wsiądź do samochodu, który nie ma oznaczenia, nie przeszedł rejestracji, nie jest prowadzony przez osobę sprawdzoną przez rząd, i powiedział, że zabierze cię do muzeum”, powiedziałbyś: „Coś pan! Zaczekam na taksówkę!”

Co umożliwiło zmianę? Internet stworzył demokratyczną weryfikację w czasie rzeczywistym. Uberyzacja umożliwiła przeprowadzenie transakcji całkowicie niekontrolowanej przez rząd, która wcześniej była transakcją silnie kontrolowaną przez rząd; to Internet jest rzeźnikiem, piekarzem i producentem świeczników w globalnej wiosce dzięki demokratyzacji informacji i weryfikacji w czasie rzeczywistym. Jeśli jesteś złym pasażerem, nie dostaniesz przejazdu. Jeśli jesteś złym kierowcą, nie dostaniesz pasażera. Staje się to samokontrolą. Pomyśl o Airbnb. W ciągu 10 lat Airbnb podwoiło liczbę pokoi sieci hotelowych Marriott, Sheraton i Hilton na całym świecie. Podwoiło liczbę pokoi wszystkich trzech dużych sieci hotelowych na całym świecie, wychodząc spoza kontroli rządu. Taka jest siła uwolnienia rynku. Mam więc propozycję rozwiązania tego problemu transakcji żywnościowych.

Zamiast regulacji spróbujmy wolności, tak aby dorosłe osoby, korzystające z przyrodzonej sobie wolności wyboru, w celu udzielenia swoim mikrobiomom swobody działania, nie musiały prosić rządu o pozwolenie na transakcje żywnościowe. Mamy wolność wyboru w sypialni, w łazience i w łonie matki, nie mamy jej w kuchni. Proponuję rozwiązanie w postaci proklamacji emancypacji żywnościowej, abyśmy mogli bez zgody rządu angażować się w bezpośrednią wymianę żywności między sąsiadami.

Obecnie istnieje sprzeciw wobec tej idei. Sprzeciw zaczyna się od stwierdzenia, że nie możemy udzielać wam specjalnych przywilejów. Że potrzeba nam równych szans. „Nie możemy pozwolić wam na coś, na co nie może sobie pozwolić Tyson”. To tak, jakby powiedzieć, że pozwolimy wam na grę w futbol, ale tylko na stadionach NFL. Potrzebujemy równych szans, takich jak niedzielne popołudniowe mecze na podwórku, gdzie bramką na jednym końcu jest krzew bzu i linia brzegowa, a na drugim końcu – pięciogalonowe wiadro i łopata wbita w ziemię. Gra w futbol, gdy jedynym miejscem, w którym można to robić, będzie stadion NFL z certyfikowanym sędzią - to nie są równe szanse. To nie jest ta sama gra, ludzie. To zupełnie inne oczekiwania. To zupełnie inna gra.

Bezpieczeństwo żywności

Kiedy kilka lat temu zeznawałem w Richmond w sprawie ustawy o żywności domowej, komisarz ds. rolnictwa i usług konsumenckich stanu Wirginia, bardzo miły człowiek, wziął mnie na bok podczas przerwy i powiedział na ucho: „Joel, przecież nie możemy pozwolić ludziom wybierać swojej żywności”. Nie nastarczymy wystarczająco szybko budować szpitali, aby pomieścić w nich tych, którzy otrzymają zepsutą żywność od niedbałych, brudnych rolników”. Był szczery. Muszę mu wierzyć. Nie sądzę, żeby to sobie wymyślił, myślę, że naprawdę w to wierzył.

Kiedy tak mówisz, zakładasz, że ufasz biurokratom bardziej niż rolnikom, co moim zdaniem jest bezzasadne i wątpliwe. Ponadto sugerowałbym, że jak chodzi o nasze szpitale, one już teraz nie są w stanie powstawać w wystarczającym tempie, żeby pomieścić ludzi chorujących z powodu złej jakości żywności zatwierdzonej przez rząd. Nie mów mi więc o chorych ludziach. Problem polega na tym, że żywność jest regulowana na szczeblu federalnym. Gdy nasze hrabstwo chciało spróbować tego rozwiązania, tak jak stan Maine próbował, mimo iż byli w swych zamiarach bardzo agresywni, rząd federalny im nie pozwolił; nawet władzom lokalnym, czy stanowym nie pozwolił.

Wybór żywności

Tak, mamy przepisy dotyczące żywności domowej, zauważ jednak, że nie dotyczy to mięsa, nabiału ani drobiu, które stanowią 50% wydatków na artykuły spożywcze: w amerykańskim budżecie 25% to produkty suche, 25% produkty świeże, i aż 50% to białko zwierzęce. Jeśli więc naprawdę chcemy zająć się systemem żywnościowym, musimy zająć się sektorem zwierzęcym, a ten został objęty regulacjami federalnymi, ponieważ nie można kupić w naszym hrabstwie steka z kością, który byłby w tym hrabstwie wyhodowany i przetworzony. Aby kupić stek z kością z mojej krowy, krowa ta musi zostać przewieziona autostradą międzystanową do federalnego zakładu przetwórczego, a następnie musimy ją ponownie sprowadzić do gospodarstwa.

Każdy stek z kością, który widzicie w tej zamrażarce, musiał zostać przewieziony z farmy i wrócić zamrożony, abym mógł sprzedać wam stek z kością z krów, które znajdują się 15 m dalej i są szczęśliwe, że nigdy nie opuszczą farmy w ten sposób. Moglibyśmy zatrzymać jej wnętrzności tutaj. Moglibyśmy je kompostować. Nie, nie, muszą trafić do utylizacji. W rzeczywistości, jeśli chcielibyśmy przywieźć wnętrzności z powrotem, musielibyśmy użyć tej samej przyczepy, którą przewieźliśmy 15 wołów do zakładu przetwórczego, tej samej przyczepy z 50-galonowymi beczkami, która trzy godziny temu przewiozła żywe zwierzęta, a teraz są one martwe. Przywozimy wnętrzności z powrotem. Są one teraz materiałem niebezpiecznym, który wymaga licencji na transport materiałów niebezpiecznych i ostatecznie nie może być transportowany drogami.

Te przepisy dotyczące bezpieczeństwa żywności nie mają nic wspólnego z bezpieczeństwem żywności. Wszystkich innych substancji niebezpiecznych: leków na receptę, fentanylu, metamfetaminy, kokainy, wymień dowolną substancję, nie można kupić. Nie można ich rozdawać. Nie można ich posiadać, a już na pewno nie można nimi karmić swoich dzieci. Ale w przypadku żywności zakaz dotyczy tylko sprzedaży. Można tę żywność kupić, można jej używać, można nią karmić swoje dzieci, można karmić nią swoich sąsiadów, można ją rozdawać. Po prostu, nie można jej tylko sprzedawać. A więc ktoś tu chyba żartuje. Kto naprawdę dba o bezpieczeństwo żywności? Gdyby rzeczywiście zabicie wołu na moim polu i wycięcie z jego tuszy steka z kością i sprzedanie go było niebezpieczne, nie mógłbym go nikomu podarować czy rozdawać. Nie można byłoby go kupić i na pewno nie wolny byłoby karmić nim swoich dzieci. Hipokryzja tego jest tak rażąca, że aż przekracza granice wyobraźni.

Zalety proklamacji emancypacji żywności

Oto kilka z nich: po pierwsze, produkcja nigdy nie opuściłaby gospodarstwa w celu jej przetworzenia. Przyniosłoby to od 30 do 40% oszczędności na cenie lokalnej żywności. Nam, nazywanym elitom zajmującym się lokalną żywnością, ludzie zarzucają, że jesteśmy drodzy: Patrzcie, jak drogie są wasze produkty! Cóż, jeśli tak jest, to głównie dlatego, że próbujemy wcisnąć produkt rzemieślniczy w paradygmat towaru przemysłowego, a to nie działa. Harvard Business Review przeprowadził badanie porównujące wyroby rzemiosła z produktami przemysłowymi. Ludzie zarabiają na towarach przemysłowych. Oczywiście. Ludzie zarabiają na wyrobach rzemieślniczych. To też oczywiste. Problem pojawia się wtedy, gdy wyrób rzemiosła próbuje stać się produktem przemysłowym, albo towar przemysłowy próbuje stać się wyrobem rzemieślniczym. I oto mamy do czynienia z wyrobem rzemieślniczym, który jest wciskany w paradygmat przemysłowy - a to nie działa. Drogie rzemieślnicze produkty spożywcze z trudem konkurują z seryjnie produkowanymi towarami przemysłowymi.

Po pierwsze, produkcja powinna pozostać w gospodarstwie wraz ze wszystkimi tego korzyściami i skutkami. Po drugie, strumienie odpadów produkcyjnych są wtedy zintegrowane z innymi przedsiębiorstwami rolniczymi. Możemy np. kompostować wnętrzności. Jeśli produkujesz ser, możesz nimi karmić świnie, zwierzęta jadalne i tym podobne. Tworzy to zasadniczo zamknięty, zintegrowany system węglowy i żywnościowy. Jednym z największych problemów naszego systemu żywnościowego, jest jego segregacja. Zniszczyliśmy wszystkie te piękne, synergiczne, symbiotyczne relacje. Dlaczego kurczaki i świnie znajdowały się w sąsiedztwie gospodarstwa? Ponieważ zjadały resztki kuchenne i śmieci z ogrodu. A kiedy je wszystkie zabieramy z gospodarstwa, pozostajemy te pętle niezamknięte. Po trzecie, istnieje ekonomiczna szansa dla nowych przedsiębiorczych rolników, którzy mają dostęp do rynku detalicznego. Spotykam tysiące rolników i drobnych hodowców w całym kraju, którzy mogliby z łatwością utrzymać się z pracy na pełen etat na 10-akrowej działce. Wystarczyłoby, żeby mogli sprzedawać swoje produkty detalicznie. Po czwarte, przystępny wybór dla kupujących; jeśli otworzymy opcję wyboru żywności, trudno sobie nawet wyobrazić do jakich korzyści by to doprowadziło. Domowa kiełbasa cioci Alice, dojrzewające wędliny wujka Jima, byłoby wiele takich opcji. Trudno jest je sobie nawet wyobrazić. Interesująca jest także opcja numer pięć? Pustki żywnościowe zostałyby wyeliminowane, a każdy wolny teren w mieście, w pobliżu którego mieszka przedsiębiorczy lokator, mógłby służyć do uprawy żywności i sprzedaży jej sąsiadom.

Gdyby jednak dzisiaj ktoś uprawiał tam żywność i przygotował potrawkę dla mieszkańców kompleksu mieszkaniowego, w ciągu pięciu minut od momentu sprzedaży pierwszej porcji dobrowolnemu, świadomemu nabywcy, do drzwi zapukałoby sześciu urzędników. To nie jest strefa przeznaczona do prowadzenia działalności gospodarczej. Gdzie jest gaśnica? Gdzie jest oddzielna toaleta? Gdzie jest plan zabezpieczenia? Gdzie jest łańcuch chłodniczy? Gdzie wszystkie te rzeczy…? Tak utrzymują się pustynie żywnościowe. Po szóste, zlikwidowalibyśmy oligarchię. Bernie Sanders i AOC jeżdżą po kraju nawołując: trzeba powstrzymać oligarchię biznesową. Trzeba powstrzymać oligarchię! Cóż, jedynym sposobem, jaki potrafią sobie do tego celu wyobrazić i oligarchię zatrzymać, jest jeszcze większy program rządowy; kolejna agencja, która będzie nadzorować tę…oligarchie. Tak właśnie robimy od stulecia. I zobaczcie, dokąd nas to doprowadziło. Upton Sinclair uważał, że w 1906 r. istniał monopol siedmiu firm kontrolujących dostawy mięsa przez 50 lat. Dzisiaj, po masowej interwencji rządu mającej na celu ochronę naszego systemu żywnościowego, cztery firmy kontrolują 85% rynku. Uważacie, że to jest wolny rynek.

Powodem, dla którego jesteśmy tak skonsolidowani i scentralizowani, nie jest wolny rynek. Lecz to, że od ponad wieku rząd ingeruje w rynek, wprowadzając niekorzystne koncesje i regulacje. Sprawiają one, że duże przedsiębiorstwa są tańsze w prowadzeniu niż małe. I po siódme, i wreszcie, że wszystko to można osiągnąć bez udziału agencji rządowych, bez wydatków, bez biurokratów i bez podwyższonych podatków.

Co się wam tutaj nie podoba? Jak najszybciej i najłatwiej wprowadzić zmiany? Nie jestem abolicjonistą, zapytajmy jednak, czy najlepszym sposobem na omawianą zmianę jest kryminalizacja tego, czego nie lubimy? Sugeruję, abyśmy osiągnęli nasz cel szybciej i łatwiej, tworząc funkcjonalną kolej podziemną.

Kilka lat temu przemawiałem na uczelni w Kalifornii do grupy studentów zgromadzonych w sali wykładowej. Podczas sesji pytań i odpowiedzi coś skłoniło mnie do zadania spontanicznego pytania. Powiedziałem: „Chcę zobaczyć podniesione ręce: ilu z was uważa, że aby zjeść marchewkę z własnego ogrodu, inspektor rządowy powinien poświadczyć, że jest ona bezpieczna do spożycia?”. Podniosła się jedna trzecia rąk. Tak, to było w Kalifornii.

Chcę jednak, żebyście teraz przez chwilę pomyśleli: najszybszą drogą do zdrowia jest dobre jedzenie. A najszybszą drogą do dobrego jedzenia jest uwolnienie rolników i nabywców od kontroli żywności, policji i niewolnictwa. Nie przepraszam więc. Jakie jest moje marzenie? Jaki jest mój cel? Powiem wam, moim marzeniem jest 30 minut z Trumpem. Wierzę, że gdybym przedstawił tę propozycję Trumpowi, byłby nią zainteresowany. Co może być bardziej trumpowskie niż naród ogłaszający emancypację żywnościową?

Na koniec powiem tak: co nam daje wolność modlitwy, głoszenia kazań i odbywania zgromadzeń, jeśli nie wolno nam nam wybrać paliwa dla naszych ciał? Jak mamy się modlić, głosić kazania i gromadzić się bez takiego paliwa? Jedynym powodem, dla którego nasi założyciele nie zagwarantowali nam prawa wyboru żywności, jest to, że nie mogli sobie wyobrazić dnia, w którym nie będzie można kupić szklanki surowego mleka od sąsiada. Nie będzie można kupić od sąsiada domowej kiełbasy, sałatki z pomidorów czy zupy pomidorowej. Nie mogli sobie tego wyobrazić. A my w takim świecie dzisiaj żyjemy!

Sugeruję, że to proklamacja emancypacji żywnościowej jest sposobem na rozwiązanie wielu kwestii i problemów. Nie regulacje! Najbardziej paraliżującą obywateli rzeczą, jaką władza może im uczynić, jest stwierdzenie, że jedynym sposobem rozwiązania naszego problemu są regulacje. To najbardziej pozbawiająca obywateli mocy rzecz, jaką można im zrobić. Obywatele, najskuteczniejszym sposobem rozwiązania problemów społecznych jest umożliwienie oddolnej przedsiębiorczości i zapewnienie tysiącom producentów żywności dostępu do rynku. Właśnie to osłabi oligarchię, da nam swobodę wyboru żywności, zapewni bezpieczne, pewne i stabilne dostawy żywności. Mamy być w tym jak ogromna flotylla zwinnych łodzi motorowych, a nie wielki, nieruchawy lotniskowiec. Ilu z was się z tym zgadza? Więc zróbmy to. Niech wszystkie wasze marchewki rosną długie i proste. Niech wasze rzodkiewki będą duże, ale nie mięsiste. Niech kwitnienie i gnicie pomidorów dotknie pomidory waszego sąsiada z Monsanto. Niech kojoty oślepną na widok waszych kurczaków na pastwisku. Niech wszystkie wasze kulinarne eksperymenty będą smakowite. Niech deszcz pada łagodnie na wasze pola, a wiatr zawsze wieje w plecy. Niech wasze dzieci nazywają was błogosławionymi. Wszyscy razem uczyńmy nasze gniazdo lepszym miejscem niż to, które odziedziczyliśmy. Niech Bóg was błogosławi.

Dziękuję!

P.S. Konferencja okazała się ogromnym sukcesem i była jedną z najlepszych, w jakich brałem udział. Trwają już przygotowania do przyszłorocznej edycji – a ponieważ ta była wyprzedana, a lista oczekujących liczyła ponad 200 osób, przygotuj się do rejestracji, gdy tylko zostanie ogłoszona!

Robert W Malone, MD

Wirginia

1 Program SNAP (ang. Supplemental Nutrition Assistance Program) to największy federalny program pomocy żywnościowej w Stanach Zjednoczonych, dawniej znany jako Food Stamps (bony żywnościowe).

 

2 Popularna fińska gra mobilna, w której celem jest zwycięstwo w wojnie zwierząt.

 

3 Gotowe, porcjowane lunche i przekąski.

4 HACCP to po polsku system Analizy Zagrożeń i Krytyczne Punkty Kontroli. Międzynarodowy, obowiązkowy system zarządzania bezpieczeństwem żywności, szczególnie w branży mięsnej i przetwórstwie spożywczym. Jego celem jest prewencyjne zapobieganie zagrożeniom (biologicznym, chemicznym i fizycznym), zamiast tylko kontroli końcowej produktu.

5 Food truck – samochód dostawczy dostosowany do sprzedaży żywności.

6 Galon to objętość ok. 3,8 l.

7 Make America Healthy Again (Uczyń Amerykę Ponownie Zdrową) - hasło rzucone przez RFK, Jr. w kampanii wyborczej Donalda Trumpa.

Numer telefonu – kontakt w sprawie wydarzenia Joel Salatin w Polsce i rolnictwa regeneratywnego
Adres e-mail do kontaktu w sprawie wykładów i warsztatów Joela Salatina w Polsce
Kanał YouTube o rolnictwie regeneratywnym, zdrowej żywności i ideach Joela Salatina
Profil Facebook wydarzenia Joel Salatin w Polsce – wykłady i warsztaty o rolnictwie regeneratywnym